Fear of Abandonment….
Zawsze z dużą uwagą słucham podsumowania najlepszych płyt radia Rockserwis FM, nie inaczej było w tym roku. Różnie bywa z absolutnymi dla mnie hitami w tym zestawieniu i chyba już nic mnie tak nie zmiecie przez dłuższy czas jak opad kopary sprzed kilku laty po zapoznaniu się z albumem The Sin grupy Millenium. Nieliczni stali czytelnicy znajdą pewnie odnośnik do mojego emocjonalnego wysrywu sprzed lat. W tym roku nie było takich fajerwerków ale pojawiło się kilka naprawdę fajnych wydawnictw, z których dla mnie numerem jeden jest płyta Bjorna Riis (ex? Airbag). Uwielbiam skandynawski, płaczący dźwięk jego gitary pod każdą postacią, również na ostatniej płycie jaką wydał a zatytułowanej Fimbulvitner ! Jak wiecie jestem zakochany w Islandii (platonicznie xD) i wszelkie nawiązania do skandynawskich wierzeń i baśni typu „simi” – czarodziejski sznur do przekazywania wiadomości na odległość wywołują we mnie uczucie nostalgii jakbym w jakimś poprzednim wcieleniu był Wikingiem. Skonecki i baśnie, świat się kończy 😀
Pocztówkowe polowanie :)
Chyba jeszcze nie pisałem w tym miejscu, ale od lat kolekcjonuję pocztówki, mam ich całkiem sporo w tym takie naprawdę rzadkie sprzed I wojny światowej, do tego mocno kosztowne. Robiłem właśnie spis dla zstępnych żeby zanim wyrzucą na śmieci zbędne rzeczy po starym sprawdzili czy czasem za jakiś kawałek papieru nie będą mogli sobie wyskoczyć na weekend do Hiszpanii czy Włoch. xD Wszystkie te precjoza nie są przypadkowe, muszą być związane albo z miejscami, które kochałem albo z ludźmi, którzy poświęcili mi kilka minut swojego życia w skali Wszechświata, ale nie o tym. 🙂 Po wielu latach polowania udało mi się kupić pocztówkę na której widać miejsce gdzie zakochałem się po raz pierwszy w życiu i była to (a jakże!) wakacyjna miłość, która później przekształciła się w rysowanie, pisanie listów, siedzenie przy lampce i lampowym radiu. Kilka lat później nawet przez ryk silników Boeinga przy lotach przez Atlantyk. Nawet dziś kiedy trzymam w ręku ten kawałek papieru nie potrafię zachować spokoju, ręce drżą a dusza woła – cofnij ten cholerny czas!
Czytaj dalej „Pocztówkowe polowanie :)”
Płonące opony Deloreana…
„Nie napiszę już do Ciebie listu. Nie dlatego, że nie masz nic do zaoferowania mnie, ale dlatego, że ja nie mam nic do zaoferowania Tobie. Klasyfikuję się w tej samej kategorii istnienia co zjechane opony furgonetki rozwożącej pieczywo po mieście o świcie albo wypalone zimne ognie, które bardzo się starały zanim odrzucono je w kąt. Podobno małpa z maszyną do pisania stworzy każdą książkę jeśli dostanie nieskończoną ilość czasu. Ja już wszystko co miałem, napisałem, a czas jest nagle bardzo ograniczony i czuję to każdej bolesnej nieprzespanej nocy kiedy zegar biologiczny wyprzedza metrykę o dekady Czuję się wtedy jak Marty McFly w deloreanie zostawiający za sobą płonące ślady opon, tylko, że w perspektywie nie jest przygoda, a porządkowanie spraw i ustawienia in memoriam.”
Czytaj dalej „Płonące opony Deloreana…”
Tribute to Eddie Hazel.
Edward Earl Hazel (ur. 10 kwietnia 1950, zm. 23 grudnia 1992) – amerykański gitarzysta i piosenkarz urodził się w Brooklynie w Nowym Jorku w 1950 roku, Hazel dorastał w Plainfield w stanie New Jersey, ponieważ jego matka, Grace Cook, chciała, aby jej syn dorastał w środowisku bez presji narkotyków i przestępczości, którymi przeniknięty był Nowy Jork. Hazel zajmował się od najmłodszych lat grą na gitarze, podarowanej mu jako prezent świąteczny przez starszego brata. W wieku 12 lat Hazel poznał Billy’ego „Bassa” Nelsona, szybko stali się bliskimi przyjaciółmi i zaczęli występować,dodając do zespołu perkusistę Harveya McGee. Wkrótce powstał legendarny Parliament-Funkadelic. Po prostu brak słów nad geniuszem gitary sięgającym z każdym dźwiękiem najgłębszych zakamarków duszy. 🙂
